Tegoroczne Zaduszki Jeleśniańskie poświęcone były niezwykłemu człowiekowi, Władysławowi Kubicy.

Urodził się 16 lipca 1906 r. w Jeleśni, jako jedno z trzynaściorga dzieci Wojciecha i Magdaleny z Pokusów. Podstawy nauki zdobywał w Szkole Powszechnej w Jeleśni, a w 1922 r. z chlubnym wynikiem ukończył cztery klasy Szkoły Realnej w żywcu. Następnie z odznaczeniem ukończył Wydział Mechaniczno – Techniczny Państwowej Wyższej Szkoły Przemysłowej w Bielsku.

W młodości uprawiał aktywnie różne dziedziny sportu. Zdobył 16 medali w zawodach sportowych: strzeleckich (tytuł najlepszego strzelca w ogólnopolskich zawodach wojskowych w 1928r.), tenisowych, w wielobojach oraz biegach i skokach narciarskich.

Pierwszą pracę rozpoczął w Fabryce Wyrobów Gumowych w Wolbromiu. W tym mieście poznał też swoją przyszłą żonę, Helenę Pyzalską. W wieku 27 lat został dyrektorem fabryki gumy w Sanoku, której właścicielem był Oskar Schmidt. Tam z grupą zapaleńców z klubu balonowego „Guma”, będącym sekcją Aeroklubu Lwowskiego, uprawiał lotnictwo balonowe – z sukcesami: zdobył m.in. puchar płk. Wańkowicza w zawodach balonowych w 1936 i 37r. na balonie „Sanok”. Wystartował też na balonie własnej konstrukcji w międzynarodowych zawodach o puchar Gordona Benneta.

W 1934 do Sanoka przyjechał francuski naukowiec Auguste Piccard, który zamierzał wykorzystać materiał wyprodukowany w fabryce do budowy nowego balonu do lotu stratosferycznego. Na podstawie wynalazku dr. Oskara Schmidta i dyrektora technicznego fabryki, Władysława Kubicy, wykonano super cienką i lekką powłokę balonową zbudowaną na bazie tkaniny jedwabnej pokrytej cienką warstwą gumy, przez to bardzo lekkiej i umożliwiającej osiągnięcie wysokości ok. 30000m. (dotychczasowy rekord świata wynosił 20000m). Balon „Gwiazda Polski” miał wystartować w 1938r. w Dolinie Chochołowskiej, jednak wskutek wiatru podczas napełniania balonu wodorem nastąpiło tarcie olinowania o powłokę, co wytworzyło ładunki elektrostatyczne i doprowadziło do pożaru balonu. Ponowną próbę bicia rekordu wyznaczono na 1939r., ale wybuch wojny sprawił, że do ponownego startu balonu nigdy nie doszło.

W czasie okupacji Władysław Kubica założył w Sanoku półfikcyjne przedsiębiorstwo zatrudniające młodzież. Dzięki temu udało mu się uchronić około 50 osób przed wywiezieniem na przymusowe roboty do Niemiec. Zagrożony aresztowaniem ukrył się z rodziną w Dynowie. Po wojnie, w 1948 r. uzyskał dyplom inżyniera w Politechnice Śląskiej w Gliwicach, przyznany mu bez odbycia regularnych studiów wyższych, a na podstawie opatentowanych wynalazków. Tam też otwarł mały zakład produkcji taśm przenośnikowych według własnej koncepcji, na które po próbach w górnictwie miał wielu nabywców, lecz władza ludowa zniweczyła te plany.

Następnie, mieszkając w Bielsku, zajmował się różnymi zagadnieniami technicznymi, głównie jako doradca. Przeniósł się z rodziną do Krakowa i rozpoczął pracę w utworzonym w 1955 r. Instytucie Fizyki Jądrowej, m.in. jako kierownik Pracowni Automatyzacji i Pomiarów. Jednocześnie służył okolicznościowymi konsultacjami w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN w Genewie i w Zjednoczonym Instytucie Badań Jądrowych w Dubnej pod Moskwą. Pracował także w firmach zagranicznych, m.in. w firmie „Polyair” w Kittsee w Austrii. To dzięki zarobionym tam pieniądzom ufundował pierwsze komputery dla szkół, w których w młodości się uczył – SP w Jeleśni i liceum w Żywcu. Zaopatrywał też Obserwatorium Astronomiczne UJ, z którym współpracował przez 10 lat, w aparaturę, którą oddawał w użytkowanie, bądź formalnie przekazywał na własność: m.in. pierwszy mikrokomputer Redstone i pierwszą kserokopiarkę.

W roku 1988 w czasopiśmie „Postępy astronomii” Konrad Rudnicki, polski astronom i prof. nauk fizycznych, napisał:

„Kubica zaofiarował się wyposażyć nasze fotometry w nieosiągalne dla nas zagraniczne światłowody i elementy elektroniczne, a potem zaopatrzył nas w potrójny teleskop, niewielki, ale celowo zbudowany, mogący służyć wielu clom. W pierwszych tygodniach naszej współpracy był świadkiem rozmów o trudnościach z poiarami dużych klisz z palomarskiego szmita (35x35cm) za pomocą zeissowskiego ascorecordu, dopuszczającego tylko klisze mniejsze. Nasz zespół techniczny orzekł: przerobić się nie da, trzeba ciąć klisze. Kubica z błyskiem w oczach powiedział „pokażcie mi przyrząd”, a potem w ciągu 15 minut zaproponował łatwą do wykonania w warsztacie modyfikację konstrukcyjną, rozwiązującą problem. Odtąd stał się naszym, najpierw luźnym, a od 1985r. również etatowym „konsultantem od rzeczy niemożliwych”. Był człowiekiem nie tylko robiącym „wynalazki na zamówienie”, ale lubiącym wypróbowywać wszelkie nowości: nowe typy tworzyw sztucznych, komputerów, języków informatycznych, aparatury elektronicznej… Anegdotyczny, ale znaczący epizod: gdy przed wojną pojawiły się pierwsze potrawy w konserwach, przez jakiś czas odżywiał się wyłącznie nimi, póki nie stwierdził… zaburzeń w trawieniu.”

Zorganizował i kierował pracami nad opracowaniem serii dużych komór iskrowych, stosowanych w badaniach nad fizyką cząstek elementarnych wysokich energii. Zaprojektował 3 typy projektorów pomiarowych o wysokiej precyzji pomiarowej tonów cząstek dla komór śladowych pracujących w największych akceleratorach na świecie.

Opracował oryginalną technologię produkcji ogromnych opon plastikowych „Lim”, ponadto opatentował i wdrożył kilkadziesiąt wynalazków, m.in. pierwszy w historii dalmierz sprzężony z obiektywem, który sprzedał firmie Ernst Letz z Wetzlaru za 10 tys. niemieckich marek przedwojennych oraz egzemplarz kamery Leica z pełnym wyposażeniem. Po wojnie, gdy stracił to wszystko, firma Leitz ofiarowała mu nowy egzemplarz aparatu, zapewniając: „o panu nie zapomnimy nigdy”.

Konrad Rudnicki:
„Poznałem inż. Kubicę w roku 1974 w osobliwych okolicznościach. Skierowano go do mnie, jako do redaktora „Astronomical Reports” z zapytaniem, czy przyjmę do druku jego teorię rozchodzenia się światła. Przyjąłem go, jak mam w zwyczaju, uprzejmie, w przekonaniu, że to jeden z licznych astronomicznych maniaków. Pierwsze zdania rozmowy zmieniły moje zdanie. Przyniósł maszynopis matematycznie opracowanej teorii, sprzecznej z teorią względności, zdając sobie sprawę z zarzutów, jakie jej można postawić i umiejąc odpowiedzieć na nie. O opinię poprosiłem dwu profesorów: Szczepana Szczeniowskiego i Andrzeja Ziębę. Opinia obu była taka sama: praca jest sprzeczna ze wszystkim, co dziś powszechnie przyjęto w fizyce i w astronomii. Jej przewidywania mieszczą się jednak w interwale błędów danych laboratoryjnych i obserwacyjnych, nie zawiera też sprzeczności wewnętrznych, natomiast proponuje konkretne obserwacje mogące świadczyć na jej korzyść. Można drukować.”

Zmarł 13 września 1987 roku w Krakowie. Spoczywa na krakowskich cmentarzu Batowice.